Zaznacz stronę

Laguna Apartamenty to jedna z wielu firm oferująca mieszkania na wynajem. Pozornie nie różni się szczególnie od innych firm w tej branży, np. nazywa apartamentami blokerskie kwatery, wyłożone dystyngowanym linoleum, doposażone wnętrzarskimi hitami z płytą wiórową w roli głównej i przystrojone widowiskowymi detalami jak np. zapultana na karniszu szmata udająca lambrekin. Na internetowej stronie firmy mamy też element kreatywny. Potencjalni klienci Laguny mogą się stamtąd dowiedzieć np. ile kilometrów papieru toaletowego zużyli goście apartamentów w ciągu roku i ile firmowych krówek zjedli.

Ale prawdziwa przygoda zaczyna się po, gdy trafiamy na sekcję „Nasz personel”. No takiej drużyny to nie zebrałby ani Nick Fury ani Frodo Baggins. Co prawda mogą się rodzić pewne pytania. Cóż to za struktura firmy, w której mamy dwójkę dyrektorów, trzy kierowniczki i troje specjalistów? Jak to się dzieje, że pracownik najstarszy wiekiem jest jednocześnie najmłodszy szarżą? Jakie programy benefitowe zawierają w pakiecie bezpłatne wybielanie zębów? I wreszcie  kto do cholery wpadł na pomysł, żeby zamiast kadry pracowników pokazać postaci ze stockowych baz zdjęć?

Dyrektor Sprzedaży Kamil Krzyżanowski z pewno w sprzedaży ma ogromne doświadczenie, w końcu jego uśmiech błyszczał w służbie setek jeśli nie tysięcy marek. Twarze wszystkich pań również wyglądają znajomo. Jednak największą gwiazdą, perłą w koronie personelu Laguny jest specjalista ds. marketingu internetowego pan Aleksander Sikora. Co by nie mówić ta twarz ogarnia internety jak mało kto. To przecież „Hide the pain Harold” znany też jako człowiek mem, a tek naprawdę Adras Arato, emerytowany elektryk z Węgier, który użyczając swojej twarzy bankowi zdjęć, niechcący został gwiazdą. Człowiek, który dokonał niemożliwego. W przestrzeni banku zdjęć, z definicji tak rozmytej i uprzeciętnionej, by pasować do każdej marki, on sam stał się marką. Zaskakujące, że w strukturze firmy Laguna Apartamenty nie zajmuje bardziej eksponowanego stanowiska.

A teraz na poważnie. Nie wiem czy ktoś nieopatrznie opublikował roboczą wersję strony z (nie)przypadkowymi zdjęciami. Nie wiem czy Aleksander Sikora albo ktokolwiek z personelu Laguny istnieje naprawdę. Nie wiem kto uznał, że zespół zrekrutowany w agencji pośrednictwa pracy „Shutterstock” będzie wyglądał wiarygodnie w oczach klientów. Nie będzie. Może to najtańsza kadra w dziejach polskiego januszbiznesu, ale na tym jej zalety się kończą.   Skąd mam wiedzieć czy zdjęcia apartamentów i „apartamentów” również nie pochodzą z baz zdjęć? Choć patrząc na niektóre z tych wnętrz, to może powinny… W każdym razie Laguno i tobie podobni – nie idźcie tą drogą.